Po 30 dniach nauki japońskiego miałem jeden prosty wniosek:
uczyłem się regularnie, ale za mało używałem języka.
Było Genki, była gramatyka, były słówka, było Anki. I to wszystko ma sens. Ale coraz bardziej widzę, że samo przerabianie materiału nie wystarczy.
Największy problem nie był w tym, że się nie uczyłem.
Problem był w tym, że za mało czytałem, za mało słuchałem, za mało pisałem i praktycznie nie mówiłem.
Dlatego plan na kolejne 30 dni jest prosty: mniej samego przerabiania, więcej realnego używania japońskiego.
To jest właściwie dalszy ciąg poprzedniego wpisu, w którym zebrałem wnioski po 30 dniach nauki japońskiego po przerwie. Tam wyszło mi najważniejsze: regularność działa, ale sama regularność nie wystarczy, jeśli język zostaje tylko w podręczniku.
Genki zostaje, ale nie jako centrum wszystkiego
Nadal korzystam z Genki i jestem obecnie przy 10. rozdziale.
Nie porzucam tego podręcznika, bo daje mi strukturę. Wiem, co przerabiać, w jakiej kolejności i nie muszę wymyślać całej nauki od zera.
Ale dalej uważam, że Genki jest mozolne.
To nie jest materiał, który naturalnie mnie wciąga. Czasami mam wrażenie, że idę przez gramatykę i słówka trochę siłą. Niby jest progres, niby rozdziały idą do przodu, ale sama nauka bywa ciężka.
Dlatego w kolejnym miesiącu Genki zostaje, ale nie chcę, żeby było całym systemem nauki.
Ma być bazą.
Nie centrum wszystkiego.
Nie chcę mieć poczucia, że moim celem jest „skończyć Genki”. Bardziej zależy mi na tym, żeby wyciągać z niego rzeczy, które potem naprawdę zacznę używać.
Dodaję więcej słuchania
Pierwsza zmiana to słuchanie.
Do tej pory miałem go za mało. A bez słuchania język jest trochę martwy. Można znać gramatykę, można robić fiszki, ale potem słyszysz normalne zdanie i mózg potrzebuje chwili, żeby w ogóle złapać rytm.
Dlatego chcę dodać krótkie materiały z NHK / NHK Easy do codziennej nauki.
Nie planuję od razu słuchać godzinnych podcastów. Na ten moment wolę coś krótkiego, prostego i regularnego.
Mój plan:
- 3–5 minut słuchania dziennie,
- powtarzanie wybranych zdań za lektorem,
- wypisywanie kilku przydatnych słów albo zwrotów.
To ma być mały element nauki, ale robiony często.
Nie chodzi o to, żeby rozumieć wszystko perfekcyjnie. Chodzi o to, żeby japoński częściej wpadał do ucha.
Dodaję czytanie z Tadoku
Druga zmiana to czytanie.
W Genki są dialogi i krótkie teksty, ale to dla mnie za mało. Brakuje mi prostego kontaktu z japońskim poza podręcznikiem.
Dlatego chcę korzystać z czytanek z Tadoku.org.
Podoba mi się to, że są tam krótkie teksty, często z obrazkami. Nie wyglądają jak ciężki podręcznik, tylko bardziej jak coś, co można po prostu przeczytać i oswoić się z językiem.
Plan jest prosty:
- czytanka z Tadoku 2–3 razy w tygodniu,
- bez ciśnienia na rozumienie każdego słowa,
- wypisanie kilku zdań albo słówek,
- powrót do tekstu po kilku dniach.
To ma mi pomóc połączyć rzeczy, które na razie często uczę się osobno.
Osobno słówka.
Osobno gramatyka.
Osobno kanji.
A dopiero w tekście widać, jak to wszystko działa razem.
Więcej outputu, czyli własne zdania
Najważniejsza zmiana to output.
Chcę więcej pisać po japońsku. Nie tylko rozwiązywać ćwiczenia, ale samemu składać zdania.
Bo właśnie wtedy wychodzi, czy naprawdę coś rozumiem.
W podręczniku konstrukcja może wyglądać prosto. Ale kiedy mam sam napisać zdanie, nagle pojawiają się pytania:
jaka partykuła?
jaka forma czasownika?
czy to brzmi naturalnie?
czy Japończyk w ogóle by tak powiedział?
Dlatego chcę wprowadzić prosty system zdań.
Codziennie albo prawie codziennie:
- 2–3 własne zdania,
- 2–3 zdania tłumaczone z polskiego na japoński,
- 1–2 zdania wyciągnięte z czytanki, NHK albo Genki.
Nie musi być dużo. Ważne, żeby było regularnie.
Wolę napisać kilka prostych zdań dziennie niż raz na tydzień zrobić wielką sesję, po której i tak większość rzeczy mi ucieknie.
Chcę zacząć mówić, nawet sam do siebie
Najbardziej brakuje mi mówienia.
Nie chodzi o to, że nagle chcę prowadzić długie rozmowy po japońsku. Na razie chcę po prostu zacząć używać języka na głos.
Będę więc robił bardzo proste rzeczy:
- powtarzać zdania z NHK,
- czytać krótkie teksty na głos,
- mówić do siebie proste zdania,
- układać krótkie wypowiedzi typu: co robiłem, czego się uczę, co lubię.
Może to brzmi trochę dziwnie, ale wolę mówić niedoskonale do siebie niż czekać miesiącami na idealny moment.
Docelowo chciałbym umówić się na speaking z kimś, kto zna japoński albo z kimś z Japonii. Ale zanim to zrobię, chcę trochę oswoić się z mówieniem na głos.
Regularność zostaje
Jedna rzecz się nie zmienia: regularność.
Dalej chcę uczyć się około 6 razy w tygodniu.
Ten rytm wziął się jeszcze z mojego planu nauki japońskiego na 30 dni. Po miesiącu widzę, że sama regularność była dobrym założeniem — zmieniam raczej proporcje tego, co robię w tym czasie.
Do tej pory celowałem w 30 minut dziennie. Teraz pewnie będzie to bardziej 30–40 minut, bo dokładam słuchanie, czytanie i zdania.
Ale nie chcę robić z tego ogromnego planu.
Mój układ na dzień będzie mniej więcej taki:
- 10–15 minut Genki,
- 5 minut słuchania,
- 5–10 minut czytania albo zdań,
- Anki jako powtórka,
- Notion do gramatyki i notatek.
Nie każdego dnia zrobię wszystko idealnie. I dobrze.
Ten plan ma być do utrzymania, a nie do wyglądania ładnie w Notion.
Narzędzia, które zostają
Na razie dalej zostają u mnie Notion, Anki i ChatGPT.
Notion — do gramatyki, notatek i porządkowania rzeczy, które mi się mylą.
Anki — do słówek i powtórek. Nie uważam, że Anki samo nauczy mnie języka, ale jako wsparcie nadal ma sens.
ChatGPT — do wyjaśniania gramatyki, przykładów i sprawdzania zdań.
Nie traktuję tych narzędzi jak magicznego rozwiązania. Bardziej jak elementy systemu, który powoli składam.
Genki daje bazę.
Anki pomaga pamiętać.
Notion porządkuje.
ChatGPT wyjaśnia.
NHK i Tadoku mają dodać więcej żywego języka.
Co będzie sukcesem po kolejnych 30 dniach?
Nie oczekuję cudów.
Nie zakładam, że po miesiącu nagle będę swobodnie mówił po japońsku. Bardziej zależy mi na tym, żeby japoński był trochę mniej podręcznikowy.
Sukcesem będzie dla mnie, jeśli:
- będę częściej słuchał japońskiego,
- przeczytam kilka prostych tekstów,
- napiszę więcej własnych zdań,
- zacznę mówić na głos bez takiej blokady,
- Genki przestanie być jedynym centrum nauki.
Najważniejsze jest dla mnie przejście od myślenia:
„muszę przerobić materiał”
do:
„chcę zacząć używać języka”.
Podsumowanie
Plan na kolejne 30 dni jest prosty.
Genki zostaje, ale nie chcę, żeby cała nauka kręciła się tylko wokół niego. Jest dla mnie zbyt mozolne, żeby robić z niego jedyne źródło kontaktu z japońskim.
Dlatego dokładam więcej słuchania, czytania, pisania i mówienia.
Nie rewolucja. Bardziej korekta kursu.
Pierwszy miesiąc był powrotem do rytmu.
Drugi miesiąc ma być przejściem w stronę realnego używania języka.
Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Dajcie znać, jak Wy podchodzicie do nauki japońskiego. Co u Was działa najlepiej: podręcznik, aplikacje, czytanie, speaking, a może coś zupełnie innego?



